Akcja powieści rozgrywa się w latach 70. i 80. XI wieku (kluczowa data: 1077). Najważniejsze postacie historyczne to papież Grzegorz VII i cesarz rzymskoniemiecki Henryk IV, które wchodzą ze sobą w konflikt znany z kart historii jako spór o inwestyturę, czyli prawo mianowania biskupów. Szerzej, jest to rywalizacja między najwyższą władzą duchowną oraz świecką ówczesnej Europy. Oprócz tego mamy parę głównych bohaterów fikcyjnych - zakochanych w sobie Bertolda z Meersburga i Judytę z Hohenau.
Dobra powieść historyczna sprawia, że opisywane w niej czasy ożywają - zdecydowanie można to powiedzieć o "Tiarze i koronie". Ukazuje, że w tamtym okresie chrześcijaństwo dopiero zaczynało przemieniać serca i postępowanie ludzi, którzy owszem, wierzyli w Boga według wiary katolickiej, obawiali się piekła, ale też często odkładali pokutę na czas "kiedy wino przestanie smakować" (czyli na starość). Widać też wyraźnie, jak bardzo była potrzebna reforma gregoriańska, odnowa Kościoła i walka o jego niezależność od władzy świeckiej. Dlaczego? Dlatego, że skutkiem mianowania biskupów i opatów przez cesarza było to, że ciężko było w tej książce znaleźć prawdziwie wierzącego biskupa, że ci biskupi wtedy to byli tacy świeccy panowie, urzędnicy korony, lojalni wobec niej, prowadzący wojska na jej wojny. Zdarzali się też biskupi-buntownicy ze stronnictwa panów saskich - jedni i drudzy niewiele wspólnego mieli z prawdziwą wiarą. Prawdziwą wiarę w książce reprezentują po trosze niektórzy świeccy, głównie zaś część zakonników (przede wszystkim tych zreformowanych według opactwa z Cluny) oraz papież.
Ten konflikt miał jednak i drugą stronę - tragedię osób w niego zaangażowanych. Zacznijmy od Bertolda z Meersburga, który był wyklęty przez papieża za rozpustny styl życia demoralizujący cesarza, a także zajęcie jakiejś własności zakonnej. Problem polega na tym, że to wszystko działo się przed akcją powieści, a w jej trakcie zaczyna się zmieniać na lepsze m.in. pod wpływem do miłości do Judyty z Hohenau. Dlatego budzi on raczej sympatię i współczucie czytelnika.
Dalej trzeba powiedzieć, że gdy papież decyduje się ekskomunikować cesarza Henryka IV, w jego państwie wybucha wojna domowa, następuje konflikt lojalności (bo w średniowieczu ekskomunika zakazywała też kontaktów wiernych katolików z wyklętym, a ponadto papież zwolnił poddanych cesarza z przysięgi wierności wobec niego, co skwapliwie wykorzystało stronnictwo Sasów i innych lokalnych książąt, którzy nie chcieli mieć nikogo nad sobą). Sam cesarz chyba jest tu najbardziej tragiczną postacią, bo i on miał moment, że mógł stać się lepszy. Chociaż tylko powierzchownie zamierzał ukorzyć się przed papieżem, to jednak była szansa, żeby podjął z czasem i prawdziwą pokutę. Niestety, to wielodniowe leżenie w śniegu przed zamkiem w Canossie uczyniło go nie lepszym, a gorszym, mściwym i bezwzględnym. Papież nie chciał go wpuścić, ponieważ ta "pokuta" była jednocześnie samowolą. Warunki papieża były bowiem twarde: poddać się sądowi lokalnych książąt oraz jego. Chciał zmusić go do posłuszeństwa, był przekonany, że ma prawo go wymagać. Ostatecznie jednak wpuścił go, ustąpił dlatego, że jego otoczenie krytycznie oceniło surowość wobec cesarza. Zdjął więc z niego, a ten rozprawił się z wrogami u siebie, a za parę lat oblegał Rzym.
Wiemy to z historii, wiemy też (co już wykracza poza fabułę książki) że spór trwał jeszcze za następnych cesarzy i papieży, a zakończył się konkordatem wormackim z 1122 roku, w którym ustalono, że biskupów wybiera kapituła katedralna, a opatów - kapituła zakonna. Natomiast te suche fakty niewiele dają nam wyobrażenia o tym, jakimi ludźmi byli główni aktorzy tamtych wydarzeń. Postaci Henryka IV czy np. "antycesarza" Rudolfa Szwabskiego (wybranego do korony cesarskiej przez zbuntowanych wasalów) pokazują, że historia nie jest czarno-biała, że granica między dobrem i złem nie przebiega między jednymi ludźmi a drugimi, ale, jak pisał Aleksander Sołżenicyn, "przecina serce każdego człowieka". Oprócz dania nam wyobrażenia, jak było, książka Jeske-Choińskiego wskazuje także, że dzieje mogły potoczyć się inaczej. Jest lekturą zdecydowanie godną polecenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz