wtorek, 25 lutego 2025

Cykl krucjatowy Zofii Kossak: Krzyżowcy", "Król trędowaty", "Bez oręża"




We wspomnianej trylogii Zofia Kossak podejmuje tematykę wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej. "Krzyżowcy" przedstawiają historię pierwszej krucjaty, będącej odpowiedzią na apel papieża Urbana II, aby iść z odsieczą dla zagrożonego Konstantynopola oraz odzyskać Grób Pański w Jerozolimie. Po nieudanej wyprawie ludowej w drogę wyrusza wyprawa rycerska pod duchowym przywództwem biskupa Ademara z Monteil. Epickie zmagania z muzułmanami, głodem, pustynią i własną słabością kończą się zdobyciem Jerozolimy.


"Król trędowaty" dzieje się w okresie istnienia państw krzyżowych w Ziemi Świętej. Tytułowym, cierpiącym na trąd władcą jest Baldwin IV, król Jerozolimski. Mimo choroby jest w stanie wykrzesać z siebie bohaterstwo...


"Bez oręża" to historia piątej krucjaty. Jerozolima jest w rękach muzułmańskich, przyczółkiem krzyżowców pozostaje Akka. Toczy się walka o odzyskanie Grobu Pańskiego. Tymczasem swoją własną misję podejmuje mocarz ducha, a nie miecza - św. Franciszek z Asyżu...


Na kartach powieści Zofii Kossak historia naprawdę ożywa, wraz z wielkimi postaciami. Wciągająca akcja przeplata się z głęboką myślą i ciekawymi dialogami, ukazującymi sposób myślenia epoki, jak i poszczególnych bohaterów. Zdarzają się co prawda popularne błędy historyczne (w następnym poście wspomnę o tym, dlaczego niewłaściwe jest określenie "rzeź Jerozolimy"), natomiast cykl mimo to ma wiele wartości i na pewno warto go przeczytać.

Mapa - Wikipedia Państwa krzyżowców w Ziemi Świętej - pod linkiem licencja.

poniedziałek, 17 lutego 2025

Frank Herbert "Diuna"

Frank Herbert "Diuna"

"Diuna" należy do klasyki literatury science fiction. Napisana w latach 1963-64, doczekała się kilku tomów kontynuacji. Dzieje się w odległej przyszłości (lata 10190+). Imperator Saddam IV przekazuje rządy nad planetą Arrakis (tytułową Diuną) księciu Leto Atrydzie. Planeta ta jest jedynym miejscem w kosmosie, gdzie występuje przyprawa zwana melanżem, przedłużająca życie, uruchamiająca zdolności parapsychiczne i umożliwiająca podróże międzygwiezdne. Polityka przyszłości okazuje się bardzo brutalna, szczególnie w wydaniu wrogiego Atrydom rodu Harkonnenów…


Zacznę od tego, co najbardziej mi się w tym świecie nie podoba: nie ma tam chrześcijaństwa. Główna religia, jaka w nim funkcjonuje, powstała (jak dowiadujemy się z dodatku B) w wyniku dogadania się duchownych różnych religii, znanych i nieznanych nam. Klasy rządzące z kolei prezentują zazwyczaj postawę agnostyczną. Jedno i drugie mnie jako katolika mocno razi i odpycha. Jest jednak jedno "przykazanie" tej neo-religii zasługujące na uwagę: "nie będziesz tworzył maszyny na podobieństwo ludzkiego umysłu". Wzięło się ono z doświadczeń ludzkości, które dla bohaterów powieści są odległą przeszłością: zawładnięcia światem przez inteligentne maszyny oraz "butleriański dżihad", czyli zwycięska wojna o wyzwolenie człowieka spod ich dominacji. Temat sztucznej inteligencji czyni "Diunę" książką "na czasie" przynajmniej pod tym względem.


Jakie jeszcze jest uniwersum stworzone przez Franka Herberta? W niektórych aspektach - neo-feudalne, gdyż znowu mamy książąt, ich lojalne sługi, broń białą obok nowoczesnych technologii. W innych - neo-pogańskie - normalizacja konkubinatu, powrót walk gladiatorów (z których niektórzy używają trucizny, czego świadomi są widzowie). Pojawiają się w nim wątki mesjańskie, ale bliższe islamowi (nawet użyte jest pojęcie "Mahdi", które w islamie oznacza mesjasza), gdyż ów wybraniec ma przynieść wyzwolenie polityczne. Rolę komputerów pełnią ludzie o wysokim potencjalne intelektualnym i analitycznym zwani Mentatami. 


Generalnie jednak atmosferę tego świata określiłbym jako ciężką, mroczną. Do mistrzostwa doprowadzono w nim eliminowanie politycznie niewygodnych osób, wynaleziono nowe formy uprzedmiotowienia człowieka, a chrześcijaństwo zastąpiono neo-religią, która nie krępuje poczynań rządzących (jeśli pominąć wspomniany zakaz komputerów). Nie jestem zainteresowany czytaniem następnych tomów, a gdybym dobrze wiedział wcześniej, co znajdę w tym, to zrezygnowałbym z lektury. Czysto rozrywkowo, książka miała różne momenty, a trochę za połową było już na ogół ciekawie - jednak ogólny bilans wartości, dobrych i złych stron, jest według mnie ujemny.

poniedziałek, 10 lutego 2025

Andrzej Nowak "Dzieje Polski. Potop i ogień 1632-1673. Tom 6"

Czasy opisane w niniejszym tomie są mi wyjątkowo bliskie, jest to bowiem epoka Trylogii Sienkiewicza, którą wielokrotnie czytałem, a której ekranizacje oglądam co roku. Zaczynamy jednak nieco wcześniej, niż nasz noblista, bo w roku 1632, kiedy to na tron wstępuje Władysław IV Waza. Nowy król zwycięsko stawił czoła atakom Rosji, Szwecji i Turcji, po czym nastał kilkunastoletni okres pokoju... ale od pewnego momentu  z widokiem na wojnę. Ambicją Władysława był bowiem tron dziedziczny, podczas gdy szlachta broniła swojego prawa do wolnej elekcji. Środkiem do celu króla miało być osadzenie syna na tronie na przykład Mołdawii  jednak nawet śmierć potencjalnego dziedzica w 1647r. nie wpłynęły na porzucenie planów wojny z Turcją. Jak się dowiadujemy, miało to ogromne, katastrofalne znaczenie dla wybuchu powstania Chmielnickiego – oddziały kozackie, szykowane do marszu na Imperium Osmańskie, król w pewnym momencie zachęcił do buntu przeciw magnatom. Jak się to skończyło, wiemy mniej więcej z "Ogniem i Mieczem" oraz "Potopu" – chociaż książka Nowaka uzupełnia naszą świadomość między innymi o klęskę pod Batohem 1652 czy ugodę perejasławską, w której Chmielnicki poddaje się Rosji, czym sprowadza jej wojska na Rzeczpospolitą. 


Jeśli idzie o potop szwedzki  a właściwie kozacko-moskiewsko-szwedzki, gdyż te trzy armie okupowały w najgorszym momencie większość naszego kraju – możemy dowiedzieć się, jak ważna dla naszego ratunku była interwencja militarna chana tatarskiego Mehmeda IV, która uratowała oblężony Lwów. Ze Szwedami, nawet po obronie Częstochowy, trzeba było się sporo namęczyć  zwycięstwa przeplatały się z porażkami  ostatecznie jednak się udało. Z Rosją nie można niestety mówić o pełnym sukcesie, a przeszkodziły w tym konflikty wewnętrzne, zwłaszcza rokosz Lubomirskiego, za który jednak w znacznej mierze odpowiada para królewska. Dowiemy się także, że Sobieski zapisał w naszej historii nie tylko świetlane karty. Gorąco zachęcam do lektury  zawsze warto pogłębić znajomość dziejów Polski.

sobota, 1 lutego 2025

Andrzej Pilipiuk "Oko jelenia"

Czytam dużo więcej klasyki niż literatury współczesnej, jednak od cyklu "Oko jelenia" Andrzeja Pilipiuka trudno mi było się oderwać. 500-stronicowe tomy pochłaniałem w przeciągu kilku dni. Dobre podsumowanie serii znalazło się na tylnej okładce jednego z nich: "biuro podróży w czasie i przestrzeni". Mamy bowiem dwóch bohaterów, którzy w latach dwutysięcznych zostają ocaleni z zagłady Ziemi, po czym zostają wrzuceni do drugiej połowy XVI wieku w Norwegii, będącej wówczas pod panowaniem duńskim. Duńczycy, jako protestanci, prowadzą prześladowania katolików, posuwające się aż do karania śmiercią uczestnictwa we Mszy świętej. Nie jest to jedyne zagrożenie czekające na główne postacie- podstawowym problemem okazuje się przetrwanie w świecie, gdzie nie istnieją nowoczesne udogodnienia, gdzie z trudem trzeba się starać o jedzenie, gdzie byle grypa jest poważną chorobą z uwagi na stan ówczesnej medycyny. Jakby tego było mało, mają za zadanie odnaleźć tajemnicze "Oko jelenia", a realizacji tego zadania pilnuje kosmiczna łasica, dla której wywołać potworny ból to jak pstryknąć palcem. Ponadto zostają wplątani w sprawy Hanzy - związku miast niemieckich (i nie tylko) oraz jej wrogów.


Jakie są zalety powieści? Autor umiejętnie dawkuje napięcie, potrafi utrzymać uwagę nawet, gdy niewiele się dzieje, po czym akcja nagle bardzo przyspiesza. Bohaterowie są zarazem realistyczni, jak i sympatyczni - oprócz postaci prawie nam współczesnych występuje XIX-wieczna szlachcianka, Kozak, Rosjanie w służbie Hanzy, a w późniejszych tomach - ktoś w rodzaju szefa gdańskiej policji. Ogromną wartością są zderzenia perspektyw ludzi z różnych epok, refleksje porównujące dwudziesty pierwszy wiek do szesnastego, kopalnia wiadomości z zakresu historii techniki, wątki religijne, humor. Gorąco zachęcam do lektury.

poniedziałek, 27 stycznia 2025

Chrześcijański charakter "Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena

(Dla tych, którzy jeszcze nie czytali, UWAGA - tekst zawiera spoilery)


„Władca Pierścieni jest zasadniczo dziełem religijnym i katolickim; początkowo niezamierzenie, lecz w poprawkach świadomie", pisał Tolkien w jednym ze swoich listów. Gdyby jednak ktoś chciał zapytać, w jaki konkretnie sposób jest to dzieło chrześcijańskie, można to zauważyć na wielu płaszczyznach. Ja skupię się na tym, co opisałem w mojej pracy magisterskiej - relacji dzieła Tolkiena do średniowiecznego etosu rycerskiego.


Czym w ogóle był ten etos? Przede wszystkim - wzorcem postępowania w oparciu o cnoty rycerskie: dumę, odwagę, pobożność, sprawność bojową, szacunek dla przeciwnika, prawdomówność, otaczanie opieką uciśnionych i kobiety. Wg Rajmunda Lulla misją rycerstwa było: chronić słabych i zatrzymać zło. Postaci Tolkiena są pod wyraźnym wpływem tego etosu, nie wcielają go jednak w identycznej formie. Najbliżsi temu wzorcowi są Boromir i Gilmi, ale co ciekawe, duma, owo serce etosu rycerskiego, w ich historii okazuje się cechą bardzo niebezpieczną. Właśnie przez nią Boromir chce przechwycić Pierścień, co kończy się rozbiciem Drużyny Pierścienia. Gimli natomiast z jej powodu o mało co nie wywołuje walki z Elfami w Lothlorien.


Tę ostatnią sytuację udaje się załagodzić Aragornowi, który wraz z Faramirem wydaje się prezentować ulepszony, Tolkienowski model rycerstwa. Dodajmy - bardziej chrześcijański (pomijając kwestię samego kultu chrześcijańskiego, nieobecnego w powieści). Obaj bowiem wnoszą do tego ideału pokorę, mądrość i realizm w ocenie sytuacji wojennej (w kontrze np. do Rolanda ze średniowiecznej pieśni, zawsze przekonanego, że wygra). Aragorn ponadto spełnia swą misję na inne sposoby niż tylko walcząc, np. przemieszczając się w ukryciu czy lecząc. Faramir zaś w swojej relacji do Eowiny daleko odchodzi od średniowiecznego modelu miłości dwornej.


Ciekawe i wielce chrześcijańskie jest jednak również to, że to nie wielcy bohaterowie pokroju Aragorna, Faramira czy Gimlego odgrywają najważniejszą rolę w pokonaniu zła, ale postaci Hobbitów, o wiele słabsze i bardziej "zwykłe". To Frodo wraz z Samem najbardziej przyczyniają się do zniszczenia Pierścienia, ale oprócz tego Sam pokonuje Shelobę, a Merry (wraz z Eowiną) - Pana Nazguli. Nawet Pippin zabija wielkiego trola. Gdyby się nad tym zastanowić, to podobnie jest na kartach Pisma Świętego, że Bóg do realizacji swoich celów często wybiera postaci niepozbawione słabości. A z drugiej strony - powieść Tolkiena ogromnie podkreśla rolę współpracy - nierzadko jakaś drobna pomoc z czyjejś strony ostatecznie umożliwia realizację tego wielkiego zadania, którym jest pokonanie Saurona.


Warto wracać do "Włacy Pierścieni"; mam nadzieję, że mój tekst wielu z Was pozwoli spojrzeć na tę książkę z nowej perspektywy.



wtorek, 21 stycznia 2025

Ks. Dominik Chmielewski, Aleksander Beta "Trening ducha i ciała"

Wyjątkowa pozycja wyjątkowych autorów. Pierwszym jest ks. Dominik Chmielewski, znany kapłan, salezjanin księdza Bosko, założyciel wspólnoty Wojownicy Maryi, w przeszłości trenujący karate. Drugim - Aleksander Beta, zwycięzca Pucharu Europy w judo, członek Wojowników Maryi. Już po autorach widać, że książka łączy tematykę religijną i sportową - zawiera propozycję duchowości chrześcijańskiej sportowca (czy to zawodowca, czy amatora), a także kompleksowy program treningowy na Wielki Post (lub inne 40 dni). Składa się on z modlitwy, krótkich rozważań religijnych, ćwiczeń fizycznych oraz wyzwań (najczęściej jest to jakiś rodzaj postu lub wyrzeczenia) - można więc jednocześnie ożywić wiarę i poprawić kondycję. 


Dodatkowo znajdziemy tu świadectwo nawrócenia Aleksandra Bety oraz rozważenie zagadnienia uprawiania sportów i sztuk walki z perspektywy katolickiej. Ta ostatnia kwestia jest w Kościele kontrowersyjna - niektórzy wskazują, że różne sztuki walki mają swoje korzenie w buddyjskich klasztorach, że pierwotnym ich przeznaczeniem była buddyjska medytacja. Ks. Chmielewski natomiast dzieli sporty walki na cztery rodzaje: combat / samoobrona (bez jakichkolwiek elementów kulturowych czy religijnych, np. Krav Maga), sporty walki uprawiane zgodnie z zachodnią metodologią, sztuki walki z elementami kultury Dalekiego Wschodu oraz sztuki walki inicjujące duchowo. Tylko ta ostatnia kategoria jest bezwzględnie zakazana dla chrześcijanina, zwłaszcza aikido, w którym techniki walki zostały opracowane na cześć bóstw szintoistycznych. W trzeciej i drugiej kategorii wiele zależy od instruktora, ale generalnie te sporty mogą być uprawiane. Sprawa wymaga jednak głębszego rozeznania, gdyż np. karate, w zależności od tego, jak jest trenowane i nauczane, może być zaklasyfikowane do drugiej, trzeciej lub czwartej kategorii.


Książkę mogę gorąco polecić sportowcom pragnącym pogłębić swoją wiarę, katolikom chcącym poprawić formę sportową, a zwłaszcza ludziom, dla których obie te dziedziny są ważne.

wtorek, 14 stycznia 2025

Tomasz Terlikowski "Koniec Kościoła, jaki znacie"

Autor jest katolickim filozofem, dziennikarzem i publicystą. Niegdyś znana postać prawicy, obecnie zmienił poglądy na mniej konserwatywne, przez co niektórzy uważają go za zdrajcę. Mi bliżej jest do dawnego Terlikowskiego niż do obecnego, natomiast uważam, że i teraz czasem ma ciekawe rzeczy do powiedzenia.


Książka jest o zmianach dziejących się w Kościele oraz mogących go czekać w najbliższej przyszłości. Poruszane są takie tematy, jak trwający (obecnie już zakończony) Synod o synodalności, przestępstwa seksualne z udziałem duchownych, możliwe napięcia między katolicką nauką społeczną a prawicą (kwestie migrantów, ekologii, stosunku do wolnego rynku czy kary śmierci - we wszystkich tych kwestiach oczywiście sprawa jest skomplikowana). Dla mnie osobiście książka była cenna z powodu ukazania potrzeby reformy w Kościele - ale nie w doktrynie - po to, by przezwyciężyć obecny kryzys związany z sekularyzacją, podziałami wśród katolików oraz skandalami seksualnymi wśród księży. Autor nie proponuje fałszywych rozwiązań typu "znieść celibat", ale m.in. rozważenie lepszego przygotowania spowiedników, nie udzielania prawa do spowiadania każdemu księdzu. Wskazuje na potrzebę, by biskup mógł być łatwiej pociągnięty do odpowiedzialności za zaniedbania, rozważa zmianę formacji seminaryjnej; docenia pozytywne działania podejmowane przez Jana Pawła II i Benedykta XVI, tłumaczy część tego, co robi i mówi Franciszek. Chociaż nie ze wszystkim, co pisze, można się zgodzić, i tak myślę, że tę książkę warto przeczytać i przemyśleć.