Dla wielu osób pierwszym skojarzeniem z tytułem książki będą billboardy Grzegorza Brauna "Chanuka czy Boże Narodzenie? Europo, do ciebie należy wybór". Po przeczytaniu powyższej książki czytelnik zaczyna myśleć, że to pytanie wcale nie było takie absurdalne. Nie chodzi rzecz jasna o to, że mieszkańcy Europy masowo zostaną Żydami, ale o dziwny fakt niechęci wobec obecności chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej przy jednoczesnym aprobowaniu Chanuki (również w Brukseli). Natomiast to tylko jeden wątek książki, która bierze "na warsztat" kwestie historyczne i teologiczne.
Co do tych pierwszych, rozbija kilka mitów, w szczególności mit "polskiego antysemityzmu", którego dowodem miałby być pogrom kielecki, a tak naprawdę - ubecki, gdyż został on sprowokowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Autorka pisze też o ratowaniu Żydów przez Polaków, mimo kary śmierci, jaką Niemcy ustanowili za to tylko na ziemiach polskich. Wśród ratujących i pomagających znaleźli się i narodowcy, a nawet członkowie ONR-u (np. Witold Rothenburg-Rościszewski, Edward Kemnitz, obaj zaliczeni do Sprawiedliwych wśród Narodów Świata). Niestety, po wojnie wielu Żydów włączyło się w budowanie reżimu komunistycznego w Polsce. Natomiast sprawa ich emigracji okazała się bardziej skomplikowana, niż myślałem. Nie tylko, o czym wiedziałem już wcześniej, nie miała ona nic wspólnego z rzekomym polskim antysemityzmem, a wiele z porachunkami między frakcjami partii komunistycznej. Okazuje się również, że wcale nie była to największa żydowska emigracja po wojnie - więcej osób wyjechało w latach 1956-57 (autorka nie wyjaśnia dlaczego, podaje jednak anegdotę, w której pewnej rodzinie kazała wyjechać gmina żydowska).
Jeszcze bardziej frapujące są w książce kwestie religijne - dowiadujemy się m.in. o chasydach i rabinie Menachemie Schneersonie, przez część Żydów (zwłaszcza Chabad Lubawicz) uważanym za mesjasza, a nawet wcielenie Boga. Mało kto zauważył, że jego portret stał obok świecznika chanukowego, który zgasił Grzegorz Braun. Dowiadujemy się także o żydowskim podejściu do prawdy, innym niż nasze. Odsyłam tu do wypowiedzi ks. Henryka Zielińskiego, który wyjaśnił to nawet lepiej niż Anna Mandrela:
"To zupełnie inny system wartości, inna koncepcja prawdy. Dla nas prawda oznacza zgodność tego, co mówię z faktami. Dla Żyda prawda oznacza zgodność tego, co on mówi z dobrem przez niego pojętym. Jeśli Żyd jest religijny, to prawda oznacza coś czego Bóg chce. Jeśli jest to Żyd niereligijny, to prawda jest czymś subiektywnym, albo prawdą będzie to, co będzie służyło interesom Izraela. Żydzi mają taki swój gatunek literacki"*
Ważny jest także pogląd Żydów o tym, że tylko oni posiadają duszę duchową, a pozostałe narody - wyłącznie zmysłową. Nawrócony na judaizm zaś okazuje się "zaginionym dzieckiem Abrahama i Sary". Uderzyło mnie także twierdzenie Chabad Lubawicz co do piekła, że miałoby ono być ograniczone czasowo, maksimum do 12 miesięcy - niezbyt długo, jeśli porównamy to z karami wymierzanymi przez ziemskie sądy.
Autorka nie raz ujawnia swoją sympatię do katolickiego tradycjonalizmu (który przejawia się w krytycznym stosunku do zmian po Soborze Watykańskim II i w przywiązaniu do przedsoborowej liturgii). Raz niestety przekracza nieakceptowalną dla mnie granicę, komentując zastąpienie w katolickiej Mszy ofertorium przez modlitwę przygotowania darów. Stwierdza, że skoro nowa modlitwa jest wzorowana na żydowskich modlitwach błogosławieństw, to przerabia ona katolików na nieświadomych Żydów. Wniosek jest o tyle nieuprawniony, że w tej modlitwie nie ma nic sprzecznego z katolicyzmem, a sama katolicka liturgia u swych początków czerpie z liturgii synagogalnej. Poza tym stwierdzeniem, książkę można naprawdę polecić, zwłaszcza ludziom zainteresowanym tematyką żydowską.
*źródło: Magna Polonia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz