Frank Herbert "Diuna"
"Diuna" należy do klasyki literatury science fiction. Napisana w latach 1963-64, doczekała się kilku tomów kontynuacji. Dzieje się w odległej przyszłości (lata 10190+). Imperator Saddam IV przekazuje rządy nad planetą Arrakis (tytułową Diuną) księciu Leto Atrydzie. Planeta ta jest jedynym miejscem w kosmosie, gdzie występuje przyprawa zwana melanżem, przedłużająca życie, uruchamiająca zdolności parapsychiczne i umożliwiająca podróże międzygwiezdne. Polityka przyszłości okazuje się bardzo brutalna, szczególnie w wydaniu wrogiego Atrydom rodu Harkonnenów…
Zacznę od tego, co najbardziej mi się w tym świecie nie podoba: nie ma tam chrześcijaństwa. Główna religia, jaka w nim funkcjonuje, powstała (jak dowiadujemy się z dodatku B) w wyniku dogadania się duchownych różnych religii, znanych i nieznanych nam. Klasy rządzące z kolei prezentują zazwyczaj postawę agnostyczną. Jedno i drugie mnie jako katolika mocno razi i odpycha. Jest jednak jedno "przykazanie" tej neo-religii zasługujące na uwagę: "nie będziesz tworzył maszyny na podobieństwo ludzkiego umysłu". Wzięło się ono z doświadczeń ludzkości, które dla bohaterów powieści są odległą przeszłością: zawładnięcia światem przez inteligentne maszyny oraz "butleriański dżihad", czyli zwycięska wojna o wyzwolenie człowieka spod ich dominacji. Temat sztucznej inteligencji czyni "Diunę" książką "na czasie" przynajmniej pod tym względem.
Jakie jeszcze jest uniwersum stworzone przez Franka Herberta? W niektórych aspektach - neo-feudalne, gdyż znowu mamy książąt, ich lojalne sługi, broń białą obok nowoczesnych technologii. W innych - neo-pogańskie - normalizacja konkubinatu, powrót walk gladiatorów (z których niektórzy używają trucizny, czego świadomi są widzowie). Pojawiają się w nim wątki mesjańskie, ale bliższe islamowi (nawet użyte jest pojęcie "Mahdi", które w islamie oznacza mesjasza), gdyż ów wybraniec ma przynieść wyzwolenie polityczne. Rolę komputerów pełnią ludzie o wysokim potencjalne intelektualnym i analitycznym zwani Mentatami.
Generalnie jednak atmosferę tego świata określiłbym jako ciężką, mroczną. Do mistrzostwa doprowadzono w nim eliminowanie politycznie niewygodnych osób, wynaleziono nowe formy uprzedmiotowienia człowieka, a chrześcijaństwo zastąpiono neo-religią, która nie krępuje poczynań rządzących (jeśli pominąć wspomniany zakaz komputerów). Nie jestem zainteresowany czytaniem następnych tomów, a gdybym dobrze wiedział wcześniej, co znajdę w tym, to zrezygnowałbym z lektury. Czysto rozrywkowo, książka miała różne momenty, a trochę za połową było już na ogół ciekawie - jednak ogólny bilans wartości, dobrych i złych stron, jest według mnie ujemny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz