sobota, 21 grudnia 2024

Tomasz Cukiernik "20 lat w Unii: bilans członkostwa"

Pozycja wyjątkowo ciekawa z racji tematu, który mało kto podejmuje. Zazwyczaj ludzie po prostu zakładają, że Unia nam się opłaca zamiast się nad tym zastanawiać - tymczasem autor poddaje tę kwestię poważnej analizie ekonomicznej. Wskazuje na jedną wielką korzyść, jaką jest dostęp do wspólnego rynku europejskiego, generujący dla Polski wartość rzędu 13% PKB - na tym jednak, jego zdaniem, lista zalet się zamyka. Myślę, że nawet część eurosceptyków będzie, podobnie jak ja, stwierdzeniem o szkodliwości unijnych dotacji - autor jednak gromadzi przeciw nim długą listę zarzutów. Po pierwsze, obciążone są one kosztami wynagrodzeń urzędników, których jedynym zadaniem jest ocenianie wniosków (a mogliby robić coś produktywnego). Po drugie, dotacje często wydawane są w sposób nieprzemyślany, na złe cele, a nawet wyłudzane, np. na szkolenia. Generują też koszty utrzymania wybudowanych obiektów, rosnące zadłużenie, a nawet bankructwa firm i samorządów (szczególnie, jeśli każe się zwrócić dotacje z powodu niedotrzymania warunków). Wreszcie, korzystanie z dotacji to forma nieuczciwej konkurencji na rynku, dająca przewagę firmom, które je biorą. 


Unia to także nadmiar regulacji, często absurdalnych i nieżyciowych, ideologiczne zaangażowanie - narzucanie aborcji i gender, jak również gospodarczo samobójcza polityka klimatyczno-energetyczna. Cukiernik policzył, iż dekarbonizacja do 2050 roku wyniesie 10 razy tyle, co wpływy z unijnych dotacji. Ciekawa jest kwestia tego, co Unia robi z pieniędzmi europejskiego podatnika - czasami bywa wyjątkowo absurdalnie. Wyobraźcie sobie, że 250 tys. euro wydała na walkę z... dyskryminacją bezobjawową (ciekawe, czy w ogóle istniała, skoro nie ma objawów). Że rozdaje pieniądze również kandydatom do wspólnoty, że swego czasu finansowała Rosję Putina, a nawet... Sri Lankę. Jeśli jednak szukać jakiegoś porządku, jakiegoś celu polityki unijnej, to jest nim interes Niemiec, które konsekwentnie realizują koncepcję Mitteleuropy. Koncepcja ta, powstała w 1915 roku, polega na podporządkowaniu sobie Europy Środkowo-Wschodniej, mającej pełnić rolę podwykonawców dla niemieckiej gospodarki. Ma zostać zrealizowana już nie militarnie, ale przez instytucje unijne.


Na koniec autor zostawia nam trochę nadziei. Jedną jest wezwanie do Polexitu, drugą - wspomnianą w zamykającym książkę wywiadzie - wskazanie, że nawet pozostając w Unii możemy wycofać się z Europejskiego Zielonego Ładu i prawdopodobnie nic nam za to nie zrobią. Do tego potrzeba jednak rządu realizującego suwerenną politykę. Bardzo potrzebna i pożyteczna lektura.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz