Jak ostatnio, tak i teraz, książka porusza temat krucjat, jednak tym razem mamy do czynienia z opracowaniem historycznym, a nie literaturą. Już sam tytuł wskazuje na zamiar apologetyczny, wokół tematu bowiem narosło wiele nieporozumień, zaczynając od pytania, co jest wyprawą krzyżową, a co nie jest. Według autora kluczową dla uznania danej wojny za krucjatę jest aprobata Stolicy Apostolskiej i powiązanie uczestnictwa w niej z odpustami (darowaniem kary czyśćcowej za popełnione grzechy). Stąd krucjatami, oprócz wypraw do Ziemi Świętej, są wojny o odzyskanie Półwyspu Iberyjskiego z rąk muzułmańskich, zwane zwykle rekonkwistą (zaczęły się one zresztą wcześniej od pierwszej krucjaty, w 1064 roku). Nie są nimi natomiast tzw. "krucjaty północne", prowadzone pod patronatem cesarzy niemieckich - walki z pogańskimi Słowianami i Bałtami.
Przyjęcie takiej perspektywy umiejscawia wyprawy krzyżowe palestyńskie i hiszpańskie jako część konfliktu między światem chrześcijaństwa i muzułmańskim. Konflikt ten trwał w zasadzie od narodzin islamu, który błyskawicznie zajął południowe wybrzeże Morza Śródziemnego. Przyzwyczailiśmy się traktować takie tereny jak Egipt czy Afryka Północna jako obszary islamskie, ale tam w starożytności biło serce chrześcijaństwa - żeby tylko wspomnieć postaci św. Atanazego z Aleksandrii czy św. Augustyna z Hippony. Podbój sięgnął również Półwyspu Iberyjskiego i z trudem został zatrzymany pod murami Konstantynopola oraz pod Poitiers (732r.). Nie był to koniec problemów, gdyż arabscy korsarze zagrażali nawet Rzymowi. Jak wiemy z późniejszych dziejów, dopiero zwycięskie wojny z Turcją pod koniec XVII wieku pozwoliły Europie odetchnąć - autor jednak stawia tezę, że bez wysiłku krucjatowego podbój islamski mógłby się powieść. Wprawdzie nie przetrwały ani państwa krzyżowe, ani nawet Bizancjum, jednak udało się odzyskać Półwysep Iberyjski, co miało niebagatelne znaczenie dla dalszego biegu historii.
Wróćmy jednak na chwilę do zdobycia Jerozolimy, które według niektórych miało być związane z rzezią mieszkańców. Autor tłumaczy, dlaczego tak być nie mogło; walki były owszem, brutalne, ale nie odbiegające od tego, co działo się w innych bitwach średniowiecznych. Kronikarz pisze, że "pojęto w niewolę wielką liczbę mężczyzn i kobiet", a także że "żywi Saraceni wynosili zmarłych przez bramy". Nie było więc mowy o mordowaniu wszystkich mieszkańców, jak chcieliby niektórzy historycy.
To tylko niektóre kwestie, na które chciałem zwrócić uwagę, autor omawia ich znacznie więcej, jak na przykład krucjaty północne, zakony rycerskie, obyczaj Pokoju i Rozejmu Bożego, niesławny atak krzyżowców na Konstantynopol (tu przytoczony zostaje ważny kontekst wydarzenia), krucjata przeciw Albingensom. Zdecydowanie warto przeczytać tę książkę.
Mapa - Wikipedia Państwa krzyżowców w Ziemi Świętej - pod linkiem licencja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz