Czytam dużo więcej klasyki niż literatury współczesnej, jednak od cyklu "Oko jelenia" Andrzeja Pilipiuka trudno mi było się oderwać. 500-stronicowe tomy pochłaniałem w przeciągu kilku dni. Dobre podsumowanie serii znalazło się na tylnej okładce jednego z nich: "biuro podróży w czasie i przestrzeni". Mamy bowiem dwóch bohaterów, którzy w latach dwutysięcznych zostają ocaleni z zagłady Ziemi, po czym zostają wrzuceni do drugiej połowy XVI wieku w Norwegii, będącej wówczas pod panowaniem duńskim. Duńczycy, jako protestanci, prowadzą prześladowania katolików, posuwające się aż do karania śmiercią uczestnictwa we Mszy świętej. Nie jest to jedyne zagrożenie czekające na główne postacie- podstawowym problemem okazuje się przetrwanie w świecie, gdzie nie istnieją nowoczesne udogodnienia, gdzie z trudem trzeba się starać o jedzenie, gdzie byle grypa jest poważną chorobą z uwagi na stan ówczesnej medycyny. Jakby tego było mało, mają za zadanie odnaleźć tajemnicze "Oko jelenia", a realizacji tego zadania pilnuje kosmiczna łasica, dla której wywołać potworny ból to jak pstryknąć palcem. Ponadto zostają wplątani w sprawy Hanzy - związku miast niemieckich (i nie tylko) oraz jej wrogów.
Jakie są zalety powieści? Autor umiejętnie dawkuje napięcie, potrafi utrzymać uwagę nawet, gdy niewiele się dzieje, po czym akcja nagle bardzo przyspiesza. Bohaterowie są zarazem realistyczni, jak i sympatyczni - oprócz postaci prawie nam współczesnych występuje XIX-wieczna szlachcianka, Kozak, Rosjanie w służbie Hanzy, a w późniejszych tomach - ktoś w rodzaju szefa gdańskiej policji. Ogromną wartością są zderzenia perspektyw ludzi z różnych epok, refleksje porównujące dwudziesty pierwszy wiek do szesnastego, kopalnia wiadomości z zakresu historii techniki, wątki religijne, humor. Gorąco zachęcam do lektury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz